Sześć par trzewików i jeden poniedziałek Kasi
Dzięki temu jedna para ulubionych trzewików może towarzyszyć Ci niemal cały rok – wystarczy zmieniać resztę stylizacji.
Kasia stała przed szafką z butami i miała wrażenie, że patrzy na małą mapę swoich nastrojów.
Na samym przodzie czekały brązowe trzewiki – jej „buty rozsądku”. Zakładała je, gdy dzień zapowiadał się długi, pełen spraw do ogarnięcia, ale bez większych dramatów. Dziś jednak coś ją ciągnęło dalej.
Obok nich stały oliwkowe trzewiki, lekko przykurzone po ostatnim weekendowym wypadzie za miasto. W tych butach Kasia czuła się jak wersja siebie z planu „slow life”: kawa w termosie, sweter z grubym splotem, las pod Warszawą i zero powiadomień w telefonie. Uśmiechnęła się na samo wspomnienie, ale to też nie był ten vibe.
Rząd dalej – beżowe trzewiki. Delikatne, rozjaśniające każdą stylizację, idealne na dni, kiedy Kasia chciała wyglądać lekko i świeżo, nawet jeśli spała cztery godziny. Beż jednak domagał się słońca, a za oknem było raczej „może nie będzie padać”.
Z tyłu, jak wierni ochroniarze, czaiły się czarne trzewiki. Jej zbroja. W nich chodziła na trudne spotkania, ważne rozmowy i dni, w których trzeba było wyglądać profesjonalnie, nawet jeśli w środku miało się ochotę zawinąć w koc. Dziś jednak miała ochotę na coś mniej oczywistego.
Za czarnymi błysnęły czekoladowe trzewiki – głęboki, ciepły odcień brązu, który zawsze kojarzył jej się z grudniowymi wieczorami, gorącą czekoladą i zapachem piernika. W tych butach czuła się miękko i spokojnie, jakby życie zwalniało do przyjemnego tempa. To była już niebezpiecznie kusząca opcja.
I wreszcie, na samym końcu – ciemnobrązowe trzewiki, trochę poważniejsze, z lekkim, ale wyrazistym obcasem. Kasia lubiła je za to, że dawały jej centymetry i pewność siebie, nie zabierając przy tym komfortu. To były buty na dni, kiedy chciała powiedzieć światu: „Jestem zmęczona, ale nadal ogarniam”.
Spojrzała jeszcze raz na całą „kolekcję nastrojów”, westchnęła i wyciągnęła rękę.
– Dobra, dziś robimy miks – mruknęła do siebie.
Sięgnęła po ciemnobrązowe trzewiki ze sznurowaniem. Czuła, że ten dzień potrzebuje odrobiny czekoladowej ciepłoty, szczypty czarnej zadziorności i beżowej lekkości – ale w jednej, konkretnej parze.
Założyła buty, stanęła przed lustrem i uśmiechnęła się do Kasi z odbicia.
– No – powiedziała – w takich trzewikach to nawet poniedziałek wygląda, jakby dało się go przeżyć.